Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HomeMade. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HomeMade. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 maja 2014

"Dziam-dziadka" made by mum

Szukalam, rozgladalam sie, chodziłam po rożnych sklepach - i nic! Chciałam kupić zabawkę dla Antosi, która byłaby lżejsza i trochę bardziej poręczna niż grzechotki, które dla niej mamy. Poza tym fajnie byłoby moc powiesić takową zabawkę na uchwycie fotelika samochodowego...
A ze nic takiego nie znalazłam to uszyłam. Materiały kolorowe mam, tasiemki tez to czemu nie? A radocha pozniej większa ;-)
Oto Antosiowa dziam-dziadka, która jest leciutka, łatwa do złapania, ma mnóstwo tasiemek, które właścicielka lubi wkładać do buzi, i ma wsrodku dzwoneczek:



Juz trzecia noc z rzędu śpimy nie najlepiej. Z jednej pobudki na karmienie zrobiły dwie, trzy a dzisiaj nawet cztery! Nie wiem co sie dzieje, ale mam nadzieje, ze niedługo minie ;-) bardziej niż o głód chodzi raczej o przytulańce i cyca do ululania. Zobaczymy jaka będzie dzisiejsza noc. Jest godzina 21 a ja padnieta, zaraz idę lulac koło swojego bąbelka :-*


środa, 2 kwietnia 2014

Żurek na serwatce

Dzisiaj będzie z całkiem innej beczki, a mianowicie z kuchni :) Wielkanoc tuż tuż, wiec czas najwyższy przemyśleć świąteczne menu. Przemyślenia zaczęłam od tej najsłodszej strony, czyli co upiec? 
Długo myślec nie musiałam, bo pojawia sie moje ulubione ciacha czyli sernik i mazurek - tylko jeszcze nie wiem jakie. Moze macie jakieś pomysły? Jeszcze lepiej byłyby wypróbowane recepty! 
No tak, ale zeby upiec sernik potrzebuje ser.... A ze tym razem musi to byc taki prawdziwy twaróg, a nie philadelphia, zabrałam sie za jego produkcje. Pierwsze 400 g twarogu juz jest :-) a jak jest twaróg to i została serwatka, o której słyszy sie tyle dobrego! Moja mama powtarzała mi do upadłego: "tylko wypij ta serwatke - broń Boże nie wylewaj, to jest takie zdrowe!" No to jak mama każe, to my robimy ;-) 
Poza tym używałam jej przy pieczeniu chleba. Ostatnio wyczytałam, ze z serwatki mozna rownież zrobic serek ricotta oraz ugotować na niej żurek. Ricotty jeszcze nie wyprobowalam, ale wczoraj ugotowałam żurek :-) i co? Jest pyszny! Mimo, ze nie znalazłam żadnej dobrej wędzonki i białej kiełbasy (po te składniki muszę sie wybrać do niemieckiego rzeźnika) zupa wyszła naprawdę dobra - moze nie jest jeszcze najlepsza, ale na święta do tego dojdę ;-) smak zupy naprawdę mnie zaskoczył, i to bez żadnego proszku czy kwasu ze sklepu. A propo zakwasu na żurek, myśle ze tego właśnie trochę brakowało, wiec na święta zrobię swój zakwas.
Oczywiscie bedą rownież jajka faszerowane z pieczarkami i szczypiorkiem, salatka jarzynowa no i... No właśnie co jeszcze? Co poza żurkiem podać na obiad w niedziele? A co w piatek???

Żurek na serwatce:
- 1 l serwatki
- marchew
- pietruszka
- cebula
- większy ziemniak
- dwa liście laurowe
- pare ziaren ziela angielskiego
- łyżeczka majeranku
- trochę wędzonego boczku
- kiełbasa 
- kwaśna śmietana
- odrobina maki 

Boczek podsmazylam na maśle, dorzuciłam cebule z kiełbasa. Dodałam pozostałe składniki, zalałam serwatka i zagotowałam. Gotowałam az zmiękną warzywa, na koniec dodałam śmietany z mąka i jeszcze raz krótko zagotowałam :-)




środa, 8 stycznia 2014

Maly grubasek

A z tego powodu, ze my nadal w dwupaku, mielismy okazje znowu podejrzec nasza Kruszynke... Tjaa Kruszynke, okazuje sie, ze to nasz maly grubasek ;) Otoz oswiadczam, ze pod serduszkiem nosze malego klocka, ktory wazy ok 3,8 kg! Teraz to juz wcale sie nie dziwie, ze i moja waga podskoczyla ;) Oj trzeba bedzie sie napracowac przy porodzie.

Poza tym jest wszystko w jak najlepszym porzadku. Glowka w bardzo dobrej pozycji, serducho dobrze bije, a malej jest tak wygodnie, ze caly czas cwiczy ruchy oddechowe klatki piersiowej. Pani nawet nie mogla wykonac prawidlowego pomiaru tetna malej, bo ona caly czas sobie cwiczyla, a to moze troche oszukac pomiar. Widzielismy tez buzke Fasolci i musze powiedziec, ze juz jes slodziutka ;) wydaje mi sie, ze nosek i poliki ma takie tatusiowe :) juz sie nie moge doczekac jak bede mogla je wkoncu wycalowac!! Wychodz moj szkrabie szybko!!

Ostatnio pisalam, ze jak skoncze szyc to pokaze co znowu wymyslilam, a wiec pokazuje. Oto kolyska Fasolci:



Nie planowalismy zakupu kolyski, ale kolega z pracy Dominika zapropnowal nam wypozyczenie tego sprzetu, wiec skorzystalismy. Nie jest zupelnie w moim typie i z mila checia przemalowalabym ja na bialo, ale to nie nasza wlasnosc. Wszystkie materialowe sprawy wlacznie z przescieradlem uszylam sama :)

niedziela, 10 listopada 2013

HandMade - kocyki

Majsterkowanie czy to w kuchni, w garazu czy przy maszynie sprawia mi wiele przyjemnosci. Uwielbiam znalesc cos starego i zrobic z tego cos nowego - to akurat odziedziczylam w genach po mamie. Latanie po targach i sklepach z rupieciami, a zwlaszcza z takimi uzywanymi, sprawiaja mi od jakiegosc czasu wiecej frajdy niz zakupy w normalnych sklepach. Powod - banalny: codziennie inny towar, a radosc ze znalezienia jakiegos skarbu - ogromna. Samo szukanie jest wielka przygoda, ktora potrafi byc czasochlonna.

Przewaznie wpadam do takich miejsc tak zupelnie przypadkiem, tylko zobaczyc co maja i nagle cos fajnego sie trafi. Kiedy mieszkalam w Niemczech czy Szwajcarii ze wzgledu na prace i studia nie mialam zbyt duzo czasu na takie rzeczy. Czasami udalo mi sie pojsc z mama na targ, albo znalazlo sie cos fajnego na wystawce czy tez poprostu mama cos znalazla. Tym sposobem mielismy w domu orginalne - niepowtarzalne krzesla, komody itd. Nawet udalo mi sie przekonac do tego mojego Dominika :) potem zainwestowalam w maszyne do szycia i zaczelam szyc poszwy na poduszki i rozne ozdoby.

Od kiedy zyjemy w Auckland i jestem w ciazy zaczelam myslec o tym co moge sama wykombinowac dla Naszej Fasolci. Przegladajac sklepy internetowe i blogi mam wpadly mi w oko niektore rzeczy i tym sposobem zasiadlam znowu do maszyny.

A oto co udalo mi sie uszyc:


Dwa rozki i organizer do lozeczka/ kolyski.


Troche cieplejszy dwustronny kocyk.

W planie oczywiscie mam jeszcze pare innych rzeczy, ale zobaczymy jak to wyjdzie z czasem :)

poniedziałek, 14 października 2013

Imprezowo

Witam wszystkich po weekendzie :) Aj ten czas leci tak szybciutko, dzisiaj juz wtorej, a ja chcialam opowiedziec jak spedzilismy sobote...

Otoz w sobote bylismy na imprezie urodzinowej, i to takiej powaznej, bo pierwszej w zyciu mlodego czlowieka ;) synek znajomych wlasnie skonczyl roczek :) I nie to zeby to byla moja pierwsza tego typu impreza, ale tym razem bylo jednak jakos inaczej. Jak tak patrzylam na te biegajace brzdace to myslami bylam gdzie indziej. Tak sobie myslalam o Naszej Fasolci, o jej narodzinach, pierwszym usmiechu, raczkowaniu, pierwszych kroczkach no i oczywiscie pierwszych urodzinach. Jak i kiedy to nastapi? Czy napewno bedzie wszystko wporzadku? No i kiedy zobaczy swoich dziadkow, ciocie i wujkow? Ach przez te hormony czlowiek zrobil sie jakos taki bardziej sentymentalny...

Do tego po pysznym obiadku i wielu slodkosciach Fasolcia zrobila sie aktywna i na chwile nie dala o sobie zapomniec ;) kochane dziecko! Pewnie smakowalo jej polskie jedzenie. Co jak co, ale mielismy bigos, pierogi ruskie, salatki, kotlety i sliwki zapiekane z bekonem :D Ania naprawde sie postarala - do tego musze dodac, ze ser na pierogi byl wlasnej roboty! Po cieplym jedzeniu przyszla kolej na slodkosci - ciasto orzechowe (pycha), pychotka (to byl akurat moj wypiek) i takie slodkie kuleczki. Potem byl jeszcze tort i lody waniliowe! Normalnie kaloryczne szalenstwo, ale co tam, raz na jakis czas mozna sobie pozwolic :) Po tym wszystkim ledwo co moglam sie ruszac, ale po krotkim spacerze do domu wszystko znalazlo swoje miejsce w brzuchu.

Nie tylko jedzenie bylo polskie, ale rowniez i wszyscy goscie, dzieki czemu mozna bylo latwo zapomniec o tym, ze sie jest tak daleko. Poza solenizantem byla jeszcze dwojka dzieci, ale dowiedzialam sie, ze dwie kolejne pary planuja dzidziusia, wiec jak wszystko dobrze pojdzie, to zaniedlugo spotkamy sie w jeszcze wiekszym gronie ;) ale bedzie brygada malych brzdacow ;P

Bartus dostal od nas drewniana piramidke z krazkami i taki oto worek, ktory sama uszylam ;)


A wczoraj mamuska znowu zaszalala na sale i kupila pare ciuszkow:



Z Dominkiem zartowalismy sobie wczoraj, ze bedziemy musieli ta Nasza Fasolcie po trzy razy dziennie przebierac, zeby zdazyla wszystko ubrac ;) a tata to juz wogole ze zdjeciami nie nadazy - haha. Oczywiscie to tylko zarty, staramy sie kupowac z umiarem i przede wszystkim bierzemy rozne rozmiary. Do tego staram sie wszystko miec na liscie - moj kolejny master plan, zeby miec takowy przeglad ;)