Witam wszystkich po weekendzie :) Aj ten czas leci tak szybciutko, dzisiaj juz wtorej, a ja chcialam opowiedziec jak spedzilismy sobote...
Otoz w sobote bylismy na imprezie urodzinowej, i to takiej powaznej, bo pierwszej w zyciu mlodego czlowieka ;) synek znajomych wlasnie skonczyl roczek :) I nie to zeby to byla moja pierwsza tego typu impreza, ale tym razem bylo jednak jakos inaczej. Jak tak patrzylam na te biegajace brzdace to myslami bylam gdzie indziej. Tak sobie myslalam o Naszej Fasolci, o jej narodzinach, pierwszym usmiechu, raczkowaniu, pierwszych kroczkach no i oczywiscie pierwszych urodzinach. Jak i kiedy to nastapi? Czy napewno bedzie wszystko wporzadku? No i kiedy zobaczy swoich dziadkow, ciocie i wujkow? Ach przez te hormony czlowiek zrobil sie jakos taki bardziej sentymentalny...
Do tego po pysznym obiadku i wielu slodkosciach Fasolcia zrobila sie aktywna i na chwile nie dala o sobie zapomniec ;) kochane dziecko! Pewnie smakowalo jej polskie jedzenie. Co jak co, ale mielismy bigos, pierogi ruskie, salatki, kotlety i sliwki zapiekane z bekonem :D Ania naprawde sie postarala - do tego musze dodac, ze ser na pierogi byl wlasnej roboty! Po cieplym jedzeniu przyszla kolej na slodkosci - ciasto orzechowe (pycha), pychotka (to byl akurat moj wypiek) i takie slodkie kuleczki. Potem byl jeszcze tort i lody waniliowe! Normalnie kaloryczne szalenstwo, ale co tam, raz na jakis czas mozna sobie pozwolic :) Po tym wszystkim ledwo co moglam sie ruszac, ale po krotkim spacerze do domu wszystko znalazlo swoje miejsce w brzuchu.
Nie tylko jedzenie bylo polskie, ale rowniez i wszyscy goscie, dzieki czemu mozna bylo latwo zapomniec o tym, ze sie jest tak daleko. Poza solenizantem byla jeszcze dwojka dzieci, ale dowiedzialam sie, ze dwie kolejne pary planuja dzidziusia, wiec jak wszystko dobrze pojdzie, to zaniedlugo spotkamy sie w jeszcze wiekszym gronie ;) ale bedzie brygada malych brzdacow ;P
Bartus dostal od nas drewniana piramidke z krazkami i taki oto worek, ktory sama uszylam ;)
A wczoraj mamuska znowu zaszalala na sale i kupila pare ciuszkow:
Z Dominkiem zartowalismy sobie wczoraj, ze bedziemy musieli ta Nasza Fasolcie po trzy razy dziennie przebierac, zeby zdazyla wszystko ubrac ;) a tata to juz wogole ze zdjeciami nie nadazy - haha. Oczywiscie to tylko zarty, staramy sie kupowac z umiarem i przede wszystkim bierzemy rozne rozmiary. Do tego staram sie wszystko miec na liscie - moj kolejny master plan, zeby miec takowy przeglad ;)