wtorek, 10 września 2013

Ciąża w Nowej Zelandii

Jakoś nigdy wcześniej bym nie pomyślała, ze urodzę dziecko tak daleko od domu... A jednak, na dzień dzisiejszy mieszkamy w Auckland i tutaj tez przyjdzie na świat Nasza Fasolcia. Z tego względu, ze sama próbowałam znaleść jakieś informacje na temat ciazy i porodu w NZ, i nic od polskich mam nie znalazłam, postanowiłam temu poświęcić dzisiejszy post. Opisze na jaka drogę ja sie zdecydowałam, ale jeżeli ktoś ma jakieś pytanie, to piszcie śmiało. W miarę możliwości postaram sie na wszystko odpowiedzieć. 

Po zrobieniu testu ciazowego, przyszedł czas na poszukiwanie lekarza. Pomyślałam, ze w sumie przydałoby sie pójść do ginekologa na potwierdzenie ciazy. Ze względu na mój angielski zaczęłam szukać lekarza polsko- albo niemieckojezycznego. Poprostu stwierdziłam, ze czulabym sie o wiele lepiej mając opiekę w języku, którym posługuje sie biegle, a nie nad każdym zdaniem muszę myśleć ;) moje poszukiwanie lekarza skończyło sie na znalezieniu niemieckiej położnej z która odrazu sie skontaktowalismy i umowilismy na wizytę. Kiedy pojechaliśmy do kliniki sie z nią poznać wiedziałam, ze chce zostać pod jej opieka. Babka jest młoda, ale doświadczona. Pracuje tutaj od paru lat, wcześniej pracowała w Niemczech i sama ma dwójkę dzieci z czego drugie przyszło na świat juz w Auckland. Wielkim plusem jest dla mnie fakt, ze sama ma to migracjyne doświadczenie i za każdym razem daje mi jakieś wskazówki, co jeszcze trzeba zrobic i czym różni sie system w Niemczech od tutejszego. Minus jest niestety taki, ze może byc tak, ze nie będzie jej przy porodzie... Jeżeli dzidzius przyjdzie na świat planowo, w co oczywiscie wątpię, to ona wtedy będzie, ale jeżeli urodzi sie wcześnie to moja położna będzie w tym czasie na urlopie... Co nie jest jeszcze takie tragiczne, bo poznałam druga położna, z która ona współpracuje i która ja w tym czasie zastąpi. Tez bardzo miła kobiecina, wydaje mi sie, ze nawet bardziej orientuje sie w sprawach dotyczących żywienia i witamin, tylko ze ona mówi tylko po angielsku. No nic damy radę, wkoncu cały czas pilnie sie uczę ;)

Po pierwszym spotkaniu dostałam skierowanie na usg, na którym po raz pierwszy widzieliśmy Fasolke i słyszeliśmy bicie serduszka. W ten sposób została potwierdzona ciąża oraz termin porodu. Potem kolejne spotkanie z położna, tym razem u mnie w domu. Bylo trochę papierkowej roboty, ale znalazłysmy rownież czas na ploteczki :) narazie nasze spotkania odbywają sie co 4 tygodnie - pod koniec ciazy będziemy sie widziały co tydzień - albo w klinice albo u mnie w domu i w dużej mierze wybor miejsca zależy ode mnie. Bo jak akurat nie mam czym się dostac do kliniki to nie ma dla niej problemu podjechać do mnie. Ja jednak wole jechać do kliniki, bo tam po pierwsze zawsze jest tez ta druga położna, z która mogę zamienić pare slowek i tak wybudować rownież takowa więź miedzy nami. A po drugie mogę sie tam zważyć, bo narazie nie mam wagi w domu. Nasze spotkanie wyglądają tak, ze położna mnie waży, mierzy ciśnienie i brzuszek, robimy test moczu, słuchamy serduszka i rozmawiamy sobie. Zawsze przygotowuje sobie listę pytań, bo jak juz wcześniej wspomniałam moja pamięć mnie trochę zawodzi ;) poza tym miałam robione dwa razy badanie krwi i kolejne jeszcze przede mna, bodajże w 28. tygodniu. No i to koniec, chyba ze pojawia sie jakieś komplikacje. Usg przysługuje trzy razy w ciagu całej ciazy, a w sumie nawet tylko dwa, jeżeli nie ma jakiegoś podejrzenia o nieprawidlowy rozwój zarodka. Usg tzw polowke jest tutaj ostatnim takim badaniem, przed porodem tzn w ostatnich tygodniach ciazy, położna sama określa położenie dziecka. Oczywiscie jeżeli sa jakiekolwiek komplikacje albo podejrzenia lub niejasności położna bez problemu skieruje nas na dodatkowe badanie. Na samym poczatku wydawało mi sie to wszystko dziwne i takie nie czułe, bo jak można kobietę w ciazy posłać tylko dwa razy na usg?? Nawet juz sobie planowalam, ze jak coś to pójdę prywatnie, ale w sumie teraz juz nie widzę takiej potrzeby. Wcześniej przecież kobiety tez jakoś były w ciazy i bez tych wszystkich wynalazków techniki rodziły dzieci. Czuje sie poprostu dobrze, mam zaufanie do swojej położnej i wiem, ze jak coś będzie nie tak, ona skieruje mnie dalej.

Tak samo jak z badaniami jest z wizyta u ginekologa. Jeżeli położna prowadzi twoja ciążę i nie ma żadnych komplikacji może byc i tak, ze ginekologa wogole nie zobaczysz. Tak miała moja znajoma, która urodziła juz dwójkę dzieci w NZ i obeszło sie bez wizyty u ginia.

A kto kryje koszty porodu i tych wszystkich badań? Ubezpieczenie zdrowotne. Zeby byc ubezpieczonym nie trzeba mieć rezydenture, wystarczy wiza pracownicza na dwa lata - taka jaka my mamy, na szczęście ;) jakiś osobnych składek na ubezpieczenie nie płacimy - narazie, bo właśnie sie zastanawiamy nad wykupieniem czegoś dodatkowego - poprostu zostaje odciagnieta jakaś cześć od Dominika wypłaty.

Niestety trochę to wszystko pogmatwane, ale mam nadzieje, ze mnie zrozumieliscie ;) A jeżeli sa jakieś pytania to śmiało pytać.

Pozdrawiam :)


7 komentarzy:

  1. podobnie jest w UK..tez tylko dwa scany no i zero gine...o ile wszystko jest ok...
    początkowo byłam niezadowolona...ale w sumie sprawdziło się w trakcie dwóch ciąży :):)
    poza tym miła " obsługa" :):):)
    także Kasiu- jesteś w dobrych rękach :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie juz kiedyś obilo mi sie o uszy, ze w UK jest podobnie. Wielkim plusem uważam sam fakt, ze położna, która prowadzi ciążę będzie tez przy porodzie, a nie jakieś osoby, które pierwszy raz widzę na oczy... Chociaż nie wiem jak to teraz jest w Polsce??

    OdpowiedzUsuń
  3. w Polsce to "wolna amerykanka"..nawet jak chodzisz prywatnie to twój prowadzący ginekolog towarzyszy przy porodzie tylko wtedy kiedy ma akurat dyżur..z położnymi odbierającymi poród raczej kontaktu nie masz....
    W Anglii podczas porodów miałam zupełnie obce osoby (kwalifikowana midwife przy pierwszym, stażystkę studentkę + midwife przy samej końcówce:):):)
    wiec super,że już teraz wiesz gdzie i kto :):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez mieszkam w UK i widzę wiele podobieństw. Mam nadzieje, że z opieki będziesz zadowolona do samego końca. Będę czekać z niecierpliwością na notkę o samym pobycie w szpitalu. Ciekawa jestem jak to bedzie u Ciebie wyglądało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pobytem w szpitalu tez tu jest ciekawie, ale o tym napisze po wizycie w szpitalu, bo możemy go sobie jeszcze przed porodem obejrzeć. Wtedy tez bede wiedziała trochę wiecej.

      Usuń
  5. Hej chyba nie doczytalam ale jak to jest jak bobo urodzi sie w NZ to dostaje ono obywatelstwp NZ? Jak gdzies tu jest ta informacja a przeoczylam to przepraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tak było, teraz dziecko dostaje taką samą wizę jak mają rodzice.

      Usuń